Unknown Traceur 3 juz jest!
wrzesień 16, 2006
Trzecia czesc Unknown traceur juz mozna przeczytac w najnowszej czesci e-parkour.
http://zin.e-parkour.info/09/txt/13.html
Jako iz czesc czwarta juz jest gotowa, to za tydzien, bedziecie mogli sie dowiedziec co w niej bedzie na tej stronie! Zapraszam.
Co za tydzien?
wrzesień 16, 2006
Za tydzien bedzie mozna przeczytac na stronie m.in :
- 2 nowe fabuly : sztuka zabijania oraz parkFILour…
- Tekst jak stworzyc dobra fabule. Czyli porady.
- Przedsmak tego co bedzie w Unknown Traceur 4.
Zapraszam.
Część mnie – dopasowanie fabuły do filmu.
wrzesień 15, 2006
Wiele osób zachwyca się właśnie tą fabułą. Bardzo im podoba się wątek emocjonalny. Mówią, że wywołuje to u nich uczucia, które czuje samobojca. Żałują również, że nie można tego przełożyć na film. Czyżby? W tym krótkiej notce chcę napisać jak można przełożyć ten utwór na możliwą do wykorzystania fabułe.
Co nam potrzebnę? Przede wszystkim dziewczyna i chłopak, który potrafi grać. Rola nie jest prosta, ale nic nie jest niemożliwe. Zresztą, cebula czyni cuda. Pierwsze problemy pojawiają się, gdy bohater musi wejść na dach budynku i z niego skoczyć. Jak to rozwiązać? Można pokazać ujęcia z dwóch różnych miejsc. Jedno jak ktoś stoi na wysokim budynku, a następnie, gdy dochodzi do skoku, można dać zdjęcię z dachu od tyłu bohatera, lecz z innego już dachu ( naturalnie o wiele niższego ). Do samego skoku też nie musi dojść. Można również pokazać samo zdjęcię na nim, a następnie zdjęcia, które mu przelatują przed oczami – te z dziewczyną, a następnie jak już leży na dole.
Kolejny problem to wielość sobowtórów. To można pokazać w dwojaki sposób : pierwsza wersja wygląda tak, że sylwetki tak samo ubranych traceurs pokazane będą tylko od tyłu. Druga możliwość, to wzięcie słowa ‘tacy sami’ jako przenośnię. Nas traceurs wiele łączy i właśnie o to głownie chodziło. Oni są tacy sami, bo wiedzą co on czuł w tej chwili. Kochał ten sam sport. Z tej metafory można zrobić zwykłe ujęcie, choćby tylko tak samo ubranych traceurs?
Reszta, jeden po drugim wskakiwała w jego ciało – to chyba najtrudniejszy moment do ujęcia. Tutaj można nie ujmować w kadrze ciała leżącego traceura, lecz kamera może być zwrócona na ‘tego w jasnych kolorach’. Przed nim mogą wykonywać różnę wariację traceurs, po których będą robić rolla, co sprawi, że nie będzie ich widać w kadrze kamery.
Wszystko jest możliwe. Taki już jest ten świat. Ogranicza nas nasz umysł. Tylko to nam przeszkadza w byciu kim chcemy. Nasz ograniczenie umysłowe…ograniczenie spojrzenia na świat. Jeden widzi obrzydliwego pająka, drugi piękną śmierć. Co Ty widzisz?
Jaka muzyka?
wrzesień 15, 2006
A no wlasnie. Dla wielu problemem pozostaje dobranie odpowiedniej muzyki do filmu. Jaki utwor? Zespol? Kompozytor? Jako iz wielu sie zachwyca muzyka z filmow Evolution, to dam Wam takie o to tytuly
Hans Zimmer ( kompozytor filmowy ) :
- sciezka dzwiekowa do : Pirates of the Caribbean czesc 1 i 2ga, King Arthur, Ostatni samuraj.
Psychodeliczne dzwieki :
- ambient : K-Pax
- Sciezka dzwiekowa do Donnie Darko ( glownie ambient i dark ambient )
-Sigur Ros ( Roza Zwyciestwa ) – Islandzki Art rock. Psychodelia w szybki sposob. Niesamowite dzwieki.
Opowiadanie.
wrzesień 15, 2006
Traceur na łonie natury – na podstawie inspiracji z utworu Hans Zimmer – Gladiator – Now We Are Free
Poszedłem do lasu. Jeszcze nigdy w nim nie byłem. Nigdy tez nie trenowałem w lesie. Rzuciłem się na głęboką wodę, ale nie przerażało mnie to. Miasto już mi nie wystarcza. Chcę poznać korzenie. Wraz z przekroczeniem granicy do lasu, zacząłem biec przed siebie. Rozglądałem się wokół za ciekawymi miejscami do wykorzystania technik. Spoglądałem również na zwierzęta, które nie raz pod lamiącą się pod moim ciężarem ściółką, zrywały się do uciekania przed niebezpieczeństwem. Czułem się wtedy jak inny człowiek. Nie byłem już zwykłym traceurem. Nie czułem żadnych problemów. Nie dosięgały mnie tutaj żadne zasady. Ludzie już się ze mnie nie śmiali, koledzy nie poprawiali. Zostałem sam z drzewami i zwierzętami. Każda wykonana technika smakowała kompletnie inaczej niż w mieście. W ogóle nie ma porównania. Nauczyłem się co to Parkour. Nie było miejsca na akrobatykę. Nie było czasu na urozmaicanie. Trzeba było poprostu biec przed siebie i robić to na co się miało ochotę w danym momencię, a nie to, czego chcieli ode mnie inni. Przyspierzyłem, bo już nie było przeszkód przede mną. Chciałem wybiec z lasu. Widziałem już jego koniec. Nagle z lewej strony zauważyłem kilka biegnących obok mnie jeleni. Chwilkę ni stąd ni z owąd wyprzedziło mnie całe stado. Było to niesamowite. Wybiegłem z lasu. Przede mną złota łąka. Nie widziałem jej końca. Zacząłem biec jak głupi i krzyczeć w niebogłosy. Tak głośno to robiłem, że aż ptaki się zerwały z drzew. Ja położyłem się na ziemię. Smiałem się sam do siebie i do tych chmur co na mnie patrzały. Pewnie miały mnie za niezłego wariata. Zacząłem nawet robić orła, którego wsumie powinno się robić na śniegu….byłem wolnym traceurem.
Opowiadanie.
wrzesień 15, 2006
Dzika róża – powstało na podstawie inspiracji z utworu Nick Cave & Kylie Minogue – Wild Roses.
Pierwszego dnia, gdy ją zobaczyłem, wiedziałem, że to ta jedyna. Byłem tam gdzie zawsze o tej godzinie w wolnym czasie. W parku trenowałem na murku. Nie potrafiłem się skupić na tym co robiłem. Trenuję już od długiego czasu, co też mi nie pomogło. Był to słoneczny dzień. Taki, w który ćwiczyłem na swoim murku. Ten dzień rozświetlała jeszcze jej uroda. Moja tajemnicza nieznajoma była poprostu piękna. Marzyłem podczas każdego ruchu, skoku, jakby to mogło być. Miłość nie wybiera. Nie ma się co sprzeczać.
Oglądałam go wtedy z zachwytem. Pierwszy dzień, który nas połączył wzrokiem, pozostanie mi na długo w pamięci. Nie potrafiłam odciągnąć od niego moich oczu. Trenował coś na murku. Było to niesamowite, tak jak to, że oddawał się temu w całości. Zył tym. Ciekawe, czy mnie zauważył.
Drugiego dnia, gdy obudziło mnie słońce, wpadłem na pomysł, żeby kupić różę. Godzinę wcześniej niż wczoraj, przyszedłem na miejsce naszego spotkania i połozyłem tam różę z dopiskiem ‘dla najpieknięjszej z nieznajomych’. Ja wziąłem się dalej za trening. Pomimo tego, że robiłem co mogłem, żeby o niej nie myśleć, to jednak nie było mocnych na to uczucię. Ćwiczyłem dalej. Przyszła Ona.
Drugiego dnia dostałam od niego różę. Była ona piękna. Cieszyłam się jak dziecko, które dostało swoją wymarzoną zabawkę. Jeszcze się tak nie zakochałam. Nigdy nie wierzyłam w miłość od pierwszego wejrzenia. Ćwiczył dalej, choć wiem, że z trudem mu to idzie, tak jak mnie, siedzenie tutaj, zdala od niego. Chciałabym być bliżej.Ostatniego skrył się za mną. Nie widziałam, że tam jest. Bałam się, że go już nie zobaczę. Nie było tak jak wcześniej o czasię. Miałam mu to za złe, choć się nie umówiliśmy. Trzęsłam się ze strachu. Patrzyłam na ten murek z utęsknieniem. Wtedy, poczułam go za sobą. Pogłaskał mnie po policzku, dalej stojąc za mną. Pocałował mnie i odszedł.
Trzeciego dnia schowałem się za drzewem. Było ono zaraz przed ławką, na której siedziała Ona. Widziałem jak się niepokoi moja nieobecnością. Tak jak Ona, tak i ja ją kocham. Szedłem powoli w jej kierunku. Wyciągnąłem do niej ręcę. Nie wiedziała, że tu jestem. Głaskałem ją, lecz bez dotyku. Podszedłem bliżej i dotknąłem jej policzka. Odrazu dostawiła swoją rękę i przycisneła mą do jej policzka. Odwróciła się, a ja ją pocałowałem w usta. Lekko…Odszedłem. Poszedłem dalej trenować.
Czwartego dnia już nikt z nich nie przyszedł. Czuli się zawiedzeni na sobie, że nie potrafili być ze sobą, choć się wielbili. Pozostał tylko murek i ławka, na której nie jedna para się obejmowała. Pozostało też drzewo, na którym wyrył On napis ‘ Kocham, dla najpiękniejszej z nieznajomych’.
Mala zmiana.
wrzesień 10, 2006
No, jak widac troche zmienilem grafike. Ma to pomoc w ” poruszaniu ” sie po stronie. Po lewej stronie mamy wygodnie ulokowane menu. Juz nie trzeba zjerzac na dol, zeby posortowac wpisy.
Pozdrawiam
Artur ‘nevermind’
Parkour.pl
Unknown Traceur
wrzesień 10, 2006
Kto to jest?
Jesse – nasz główny bohater mieszkający gdzieś w małym mieście. Jego imię jest pochodzenia żydowskiego. Młody i wysportowany chłopak w swoim pamiętniku opisuje jego odczucia względem treningów. Od ich początków 20 czerwca zdarzyło się już wiele dla niego samego ciekawych rzeczy. Dołączył do szanowanego teamu, poznał dziewczynę Asię i wgłebił się w filozoficzną istotę Parkour. Nie jest konfliktowym człowiekiem. Woli stać z boku i wysnówać własne wnioski. Szybko się uczy kolejnych technik. Pisze poezję, co świadczy o jego emocjonalności.
Jak powstał Unknown Traceur?
Wraz z redakcją e-parkour szukaliśmy ciekawej formy tekstu, która by mogła się ukazywać regularnie. Wpadłem na pomysł, by było to opowiadanie. Zaraz po tym pomyślę szybko się chciałem skorektować, że to nie wyjdzię, lecz redakcji się spodobało. Tak powstała pierwsza część kartki pamiętnika Jessego.
Czy to się naprawdę stało?
Jesse jest wyimaginowanym przeze mnie osobnikiem. Na potrzeby redakcji, stworzyłem Unknown Traceura bazując na swoim ‘doświadczeniu’ literackim, ale i własnym, życiowym. Jesse przeżywa wiele rzeczy, które i ja przeżyłem. Wokół niego samego również są ludzie, bądź to zdarzają się sytuacje, które miały miejsce u mnie naprawdę. Wiele spraw dotyka również naszego własnego życia : problemy z rodzicami i Parkour, akroabtyka i Parkour, zjazdy, filozofia itp.
Cel pisania Unknown Traceur?
Ten pamiętnik ma być niczym innym jak ciekawszą formą artykułu, który by zawierał w sobie ważne informację, które jednak czytało by się milej niż suchy tekst. Poprzez Jessego, chcę Wam zobrazować świat jaki wokół Was się znajduję. Waszę problemy i ewentualne możliwości wyjścia z nich. Wraz z kolejnymi numerami, będę poruszał kolejne, dopóki nasz Jesse oraz Wy, będziecię mogli korzystać ze swoich doświadczeń dowoli, bez problemów.
Gdzie można przeczytać o losach Jessego?
Opowiadanie te powstaje na życzenie magazynu internetowego e-parkour ( www.e-parkour.info ). W tym miesięczniku co miesiąc ukazuje się kolejny numer opowiadania. Aktualnie ( we wrześniowym numerze ) ukaże się 3cia część opowiadania.
Linki :
Opowiadania.
wrzesień 9, 2006
Pies.
Zapowiadał się super dzień dla naszego bohatera. Rano słońce zapukało do jego okien, a z kuchni wydobywał się smaczny zapach jajecznicy, którą mama właśnie przyżądzała na śniadanie. On wiedział co dzisiaj ma robić. Dlatego wstał z wielkim uśmiechem i poleciał zaraz się umyć i przebrać w ciuchy do treningu. Cześć mamo. Zjem i ide sobie pobiegać. W taki dzień to nie ma co siedzieć w domu. Mama jak to mama zawsze się martwiła o swojego syna, ale puszczała go bo widziała ile mu to radości sprawia. Druga sprawa to to, że mu wierzyła. Ta ufność wobec syna była zauważalna na każdym kroku. Kochana dwójka w małym mieście. Pyszne to było! Ja już lecę! Paa!! I wybiegł jak oszalały na dwór. Biegał zawsze w tym samym kierunku i tą samą ścieżką. Miał u siebie w mieście dwie możliwości do treningu : w miejscu oraz dluższy run. Tym razem chciał zacząć od podniesienia swoich umiejętności na jednym z murków. Ćwiczył on jako jedyny w swoim miasteczku, co mu w ogóle nie przeszkadzało. W drodze jednak do murka, spoktała go miła niespodzianka. A ten co tu robi z tym psem? Pierwszy raz go widzę. Czyżby to nowy tracuer? Ha! Zrobił spina! Wreszcie będę miał z kim ćwiczyć. Cześć jestem Arek. Uprawiam Parkour od około roku i bardzo często w tym miejscu. Jeszcze Cię tu nie widziałem. Kim jestes? – powiedział z iskrą w oczach nasz bohater -. Mam na imię Piotrek. Wsumię to ćwiczę od niedawna. Przychodzę tutaj zawsze ze swoim psem. On lubi popatrzeć, a czasem nawet i przeskakuje za mną jakiś murek – odpowiedział ze spokojem nowy znajomy. Fakt, że miałby z kimś ćwiczyć nie wywarł na nim jakiegoś specjalnego wrażenia. Może krył to wszystko w sobie? Psa miał pięknego. Jego Golden Retriver miał sierść, jaką nie jeden pies mógłby mu zazdrościć. Złocistą jak pole przenicy…Uważnie sluchał ich rozmowy. Przyjął Arka ze spokojem. Nawet zaczął merdać swoim ogonem gdy go pogłaskał. Arek lubi psy. Zawsze chciał mieć jakiegoś, jednak małe mieszkanie mu na to nie pozwalało. -Chyba wiesz na czym polega Parkour? Mogę Ci pokazać super drogę naszpikowaną super barierkami, murkami. Co kolejny bieg podnosze swoję umiejętności na tej samej drodze, choć znam ją na pamięć to ona i tak mnie zaskakuje możliwościami, które odkrywam. –No dobra. Prowadź. I biegli tak w trójkę. Wyglądało to bardzo ciekawie, a najciekawiej to szczęśliwy pies biegnący za swoim panem i nowym przyjacielem. Liścię na drzewach się kołysały gdy przebiegli koło nich. Ziemia trząsła od lądowania z wysokości, a słońce nie mogło podążyć za nimi, by rozświetlić im wszędzię drogę. Robił to Golden. Rozświetał ją swoim uśmiechem na pysku. Ten pies potrafił się śmiać. Było to dość ciekawe zjawisko. Gdy już dobiegli do końca dobiegał czas obiadu, na który Arek nie miał zamiaru się spóźnić.-Sluchaj. Może jutro znowu w tym samym miejscu się umówimy? Będę tutaj o tej samej godzinie. Czekam na Ciebie! Lecę na obiad! Cześć! Pożegnał miło Piotrka i pobiegł drogą na skróty na obiad. Najedzony pysznym obiadem zdecydował, że pójdzie się przespać. Miał prawo być zmęczony. Zamknął oczy. Śpi…Nagle usłyszał szczekanie psa : Hau!!!Hau!!Haau!!, które następnie przeszło w Piip…Piip…Piip…Ułyszywszyto przez zamknięte oczy, lekko rozluźnił powieki i uderzył go strumień światła. Naglę wokół jego osoby pojawiło się mase osób w białych fartuchach i płacząca mama. –Obudziłeś się! Wreszcię! Już myślałam, że Cię stracę! Jak ja Cię kocham…Lekarze wzieli matkę na bok i próbowali ją uspokoić, bo już wszystko szło po ich myśli. Arek w ogóle się nie przejmował co się wokół niego dzieję.Patrzał na obraz przed sobą, który wisiał na ścianię. Przedstawiał on psa, którego widział Arek. – Jak się czujesz Arku? Nic Cię nie boli? – zapytał lekarz. – Nie, nic. Co ja tu robię? I co obraz tego psa robi na tej ścianię? Gdzie ja jestem?! Zapytał przerażony Arek. – Jesteś w szpitalu. Od miesiąca byłeś w śpiączce. Auto Cię potrąciło. Kierowca już naszczęście odpowiedział za swoje. Ten obraz to piękny pies chłopaka, który niestety się nigdy nie wybudził ze swojej śpiączki. Namalował go przed jego wypadkiem. Jego matka nam go dała, żeby chronił śpiących ludzi. No, ale nie ma się co smucić. Już wszystko dobrze! Pani doktor proszę mu podać….Do Arka przestały dochodzić dźwięki. Patrzył w to zdjęcie i się uśmiechał do niego. Teraz już wszystko powinno być dobrze…
Opowiadania.
wrzesień 8, 2006
Taniec z róży z wiatrem.
Spojrzeli na siebie. Nie jak znajomi. Nie jak wrogowie, lecz jak kochankowie w siebie wlepiają wzrok. Nie znali się wcześniej, co było powodem długiego spojrzenia. Karmili się tym dopóki Ona nie zaczęła swojego tańca na bariercę, która ich dzieliła. On za Nią. Była nieuchwytna. Nie chciała się oddać w pierwszej chwili swojemu adorantowi. Usmiechała się przy tym tak, jakby to była najszczęśliwsza chwila w jej życiu. Zaczęła mu uciekać, ale wcześniej wysyłając zapraszające spojrzenię. On wiedział i biegł za nią. Przez murki i barierki. Nie straszna była żadna przeszkoda wiatru, który wieżgał różami pod nogami. Ona zaś wiedziała gdzie biegnie. Stanęła. Spojrzała na niego i dała się poprowadzić. Zaczeli ze sobą tańczyć jak wieloletnia para, która wie, jaki krok zrobi za chwilę partner. Płyneli po trawie, patrząc cały czas na siebie. Nie grała muzyka. Oni ją czuli w sobie. Zbliżyła swoje usta do jego. Uśmiechnęła się i uciekła odpychając go. Biegła dalej przed siebie, a on za Nią. Gdy on przeskakiwał przez barierkę do Niej, to Ona odwrotnie. Gdy On wchodził za nią na mur, Ona z niego zeskakiwała. On latał za Nią jak pszczoła, która znalazła swój jedyny kwiat, w którym tyle nektaru, by nakarmić cały ul, który umiera z pragnienia. Kwiat przystał i dał znów ze sobą zatańczyć. A pełno było wtedy wokół róż, które z zachwytem patrzyły na swoją siostrę. Z zazdrością, ale i uprzejmnością odsówały się od ich kolejnych kroków, by nic im nie przeszkadzało.Prowadził ją niesamowicię. To nie był walc, polonez czy inny wyszukany taniec dla elit. To wsumie nie był taniec, tylko pływanie w powietrzu. Zakochana w sobie para połączyła się duchowo i byli razem w tym momencie. Tak, jak jeszcze z nikim się nie czuli. Ich miłosnę nasienie roznosił po nich wiatr, który wiał i niemiłosiernie czochrał jej długie czarne włosy. On, który na kwiatach się nie zna, poznał się na jej uśmiechu, tańcu oraz biegu, który wykorzystała do flirtu ze skromnym traceurem. Tak i tym razem uciekła, lecz nie odwracając się za siebie. On na Nią patrzał dopóki wzrok mu nie odmówił posłuszeństwa. Ona, wiedziała, że okiełznała wiatr. On, leciał dalej, we wszystkie strony świata.