Depresja, cd.

luty 10, 2007

 Depresja CD.

I wybiegł szybko z domu na swój trening. Po treningu siłowym, który służył mu również jako rozgrzewka przed porannym biegiem z kolegami, był jeszcze umówiony z Alą, więc dzisiejszy dzień był zawalony.

Trening siłowy odbywał się przy małym murku z dwoma schodkami w dół. Pomimo tak małej ilości „narzędzi”, Jesse znajdował tam wszystko co potrzebował. Murek był dość wysoki, co pozwalało na podciągania, zwis. Schodki na precision przez nie. Wokół była trawa, na której mógł uprawiać zwykłe ćwiczenia gimnastyczne. Zajmowało mu to najczęściej dwie godziny. Dzisiaj nie było inaczej i punktualnie o 10.30 pod kościołem byli już wszyscy gotowi na bieg.

Każdy bieg był dokładnie zaplanowany. Czas, skąd dokąd. Nie było ustalane natomiast nigdy, które miejscówki będą wykorzystywane, ani techniki. Chcieli się uczyć kreatywnego biegu, który pozwoli im na coś więcej niż swobodne bieganie. Chcieli być nazywani pływakami, choć nigdzie w pobliżu nie było wody. Ten cel, który sobie obrali próbują osiągnąć każdego dnia coraz bardziej oraz skuteczniej. Inni traceurs, który również wielu w mieście, zachwycają się co dzień ich wyczynami. Niektórzy porównują ich do Yamakasi, a jeszcze inni uważają ich za idoli. Oni sami odłączają się od wszelkiego tego typu zachowań i są sobą. Biegną jak zawsze ze swoim celem i wiarą. Starają się tworzyć Parkour takim jakim jest i takim, jakim został stworzony przez Bell’a. Nie potrzebna im była akrobatyka, choć akrobaci też z nich byli dobrzy. Wiedzieli kiedy co można. Nigdy nie myśleli nad tym co robią, gdyż wszystko opierają na swoich odczuciach do poszczególnych sytuacji.

Przemek : Dobra Panowie. Ja na dzisiaj muszę już kończyć, bo się gdzieś umówiłem. Sorry, że Was nie uprzedziłem, ale nagła sprawa.

Adrian : No to idziemy w dom. Do wieczora.

Jesse : No ja jestem umówiony na 12.30 z Alą, ale sobie poćwiczę na miejscu spotkania hehe.

Po odejściu Jesse…

Przemek : Cholera, mam jego komórkę w plecaku. Adrian, skocz do niego bo ja nie mam czasu.

Adrian : Jesteś najbardziej leniwym traceurem jakiego znam, który wciska kit, że musi jeszcze gdzieś iść!!

Przemek : też Cie kocham. Idź już.

Adrian spokojnym krokiem szedł w kierunku spotkania Ali i Jesse. Dzień dopiero dochodził do południa, ale tego poniedziałku było dużo osób na mieście. Pogoda jak to pogoda w lato nie dawała ludziom siedzieć w domu przed telewizorem. Adrian nie lubił tak ciepłych dni, gdyż za łatwo się pocił podczas treningu. Reszta teamu również wolała lekki chłód i bieg w swetrze. Pomimo wielości ludzi na mieście zdołał Adrian zauważyć Jessego, który stał jak wmurowany w jednym miejscu. Oczy jego łzawiły, ale nie płakał, gdyż dość mocno próbował się powstrzymywać. Adrian nie rozumiejąc o co chodzi, podszedł do Jessego i zapytał :

Adrian : A Tobie co? Coś Ci do oczu wpadło i przykleiłeś się do gumy na drodze?

Jesse nie odpowiedział, tylko wskazał palcem za plecami Adriana. Była to Ala w namiętnym uścisku jakiegoś chłopaka. Z twarzy nieznany był nikomu, ale wyglądał na niezłego typa, z którym lepiej nie zadzierać. Jesse był bardzo mało konfliktowym chłopakiem, który przeważnie trzymał wszystko dla siebie. Dzisiaj stracił jedną z niewielu osób, której ufał i zwierzał się. Odwrócił się lekko, spuścił głowę i szedł powoli w stronę domu.

Adrian : Co za #@$^ jedna! Jak ona mogła?! Chłopie, wal ją, tak jak ona Ciebie! „Wiesz czym się różni szmata od kobiety? Kobieta się szanuję” Focus* miał rację! Nie warto!

Artur : Idę do domu…

Adrian : Kurde, chłopie. Nie możesz teraz zostać sam. Lecę po Przemka i zaraz u Ciebie będziemy!

W ten sposób rozeszli się. Jesse szedł powoli i myślał o tym, jak po raz pierwszy zobaczył Alę przed swoim oknem, gdy był już bliski popełnienia samobójstwa. Anioł, który uratował jej kiedyś życie, dzisiaj miał zamiar mu je znów odebrać. Jesse nigdy nie wyleczył się ze swojej depresji. Ona czekała w nim od dawna na odpowiedni moment by wrócić po raz ostatni. Nie chciał już wracać do domu. Skręcił w stronę lasu, by dokończyć to, co kiedyś mu przerwano.

Tymczasem Adrian rozmawiał już z Przemkiem i razem biegli do domu. Myśleli o tym jak maja mu wytłumaczyć, że nie warto, o tym co powiedzieć, czego nie powiedzieć. Myśleli o tym, jak ona to mogła zrobić…

Domofon

Przemek : Dzień dobry. Przemek z tej strony. My do Jessego.

Mama : Jessego nie ma w domu. Myślałam, że z Wami jest.

Przemek : Aha. Dziękuję. Dowidzenia.

Adrian : Kurde. Gdzie on polazł? Przecież powinien być wcześniej niż my. Prosta droga, a tym bardziej, jak szedł wzdłuż lasu.

Przemek : Matko Boska! Las! Pamiętasz co kiedyś tam powiedział? Nad tą przepaścią?

Adrian : O @#$#&!

Pół roku wcześniej…

Jesse : Pięknie tutaj. Kocham Alę, tak jak ona mnie, ale ciężko mi. Żyje bo mam Was i ją. Gdybym stracił jednego z Was, szala by się przeciążyła na drugą stronę. Raz już miałem pistolet w ustach. Więcej już tego nie zrobię…Ale ja głupoty gadam. Sorry…Ja nie mogę, nie mogę się napatrzeć na to miejsce. Wysoko, uh! Ciekawe ile backflipów można by tutaj wycisnąć hehe!

Adrian : Co za idiota! Masz nas i będziesz nas miał. A flipy niech Ci nie w głowie bo to i tak nic dobrego.

Przemek : Adrian, czy Ty nie możesz powiedzieć kiedyś zdania bez przekleństwa i obrażania innych? Adrian ma rację, czego często nie mogę stwierdzić Jesse.

Adrian : Spadaj na drzewo Przem! Masz ich tu w cholere!

I zaczęli biec w stronę lasu.

Cd. nastapi.

Odpowiedzi: 2 do “Depresja, cd.”

  1. acte powiedział/a

    http://www.ACTEBLOG.go.pl – nowy projekt. bardziej rozwojowy ;)
    tamtego raczej porzucam, bo nic ciekawego nie stworzę.
    blogroll? :)

  2. Paweł powiedział/a

    Heh, ciekawe, czekam na dalszy ciąg, pozdrawiam:-)

Dodaj komentarz