Depresja…
styczeń 21, 2007
Depresja
„(…)To nie Twoja wina mamo. To nie Twoja wina tato. Wiem, że mnie kochacie. Ja też Was kochałem i dalej będę, ale już nie mogę być przy Was. Rodzicie nie powinni grzebać własnych dzieci, ale jestem już na tyle dorosły, że mogę o tym sam zadecydować. Przykro mi, że zastaniecie taki obraz, ale to chyba najprostsza i najpewniejsza forma(…)”
Po napisaniu listu, wziął broń do ręki i włożył jedną kulę do magazynku. Załadował i ze łzami w czach popatrzał ostatni raz przez okno. Trzęsącą ręką zabezpieczył broń i kierował ją powoli w kierunku swoich ust. Towarzyszyła temu wszystkiemu jego ulubiona piosenka, która leciała na komputerze ‘Therion – The mega therion’. Był to dla niego coś więcej niż zwykły utwór. Dwa lata i trzy miesiące był chory na depresję z którą nikt nie potrafił sobie poradzić, a od początku jego życia towarzyszyła mu ta piosenka. Najpierw w ojciec słuchając jej, a teraz on. Ta na pozór wesoła piosenka obijała się o jego drętwe ciało i ciemny pokój. Na czarno pomalowane ściany sprawiały, że słońce miało mało do gadania. Jesse kochał czerń, i czuł w tym kolorze coś, czego w żadnym innym nie mógł znaleźć Nawet swoje książki oprawiał w czarny papier. Uważał, że okładka nic nie mówi o treści, więc nie miało to dla niego większego znaczenia. Żył w chaosie, który ogarniał jego pokój. Pomimo porządku, który tam panował, można było tam znaleźć masę niepotrzebnych rzeczy, które tworzyły klimat nie z tej ziemi. Kochał ciężką muzykę, za co wielu go nie rozumiało oraz odwracało się od niego. Był religijny i wierzył w Boga, Anioły. Gdy miał już powoli naciskać spust, zauważył takiego anioła za oknem. Jego źrenice rozszerzyły się i przestał na chwilę płakać. Patrzał w niego, a w sumie w nią, jak zakochany na swoją miłość. Ta długowłosa brunetka stała się lekarstwem, które uratowało mu życie tego dnia… Rok później.
Przemek : Mam pomysł!”Krzyknął jeden z nich.”Widzisz tą rurkę? Zrobię na niej zwis głową w dół. Ty zrobisz monkey z tamtego murku i złapiemy się w powietrzu. Siłą lotu przerzucę Cię dalej do cata na tamtej ścianie! Trochę to cyrkowe, ale co tam. Może fajnie wyglądać!!
Adrian : Czyś Ty zgłupiał do reszty? Pozabijać nas chcesz? To w ogóle nie jest Parkour!
Jesse : W sumie robiliśmy to na sali. Można spróbować. Ja się na to piszę Przem. W końcu jeden za wszystkich, wszyscy za jednego, nie? Hm. Co do tego, czy to jest czy nie jest Parkour, można się sprzeczać Adrian.
Takie i inne rzeczy wyprawiali biegając po mieście. Byli dość znanymi w kraju traceurami. Nie chodzili na zjazdy, warsztaty i nie potrzebowali pojechać do Lisses. Wszystko to znajdowali w swoim towarzystwie i w swoim mieście. Mieli siebie i swoją wyobraźnię, która była jedynym problemem w wymyślaniu niesamowitych wyczynów.
Adrian : Matko Boska! Świry! Nakręciłem to!
Jesse : Ale jazda! Panowie, to było coś.
Przemek : Ciebie chyba coś więcej dzisiaj czeka niż adrenalina Jesse bo Ala tam stoi i czeka na Ciebie. Zaraz Ci się pewnie oberwie.
Adrian : Pantofel jeden!! haha!! Takie rzeczy wyprawia, a babie się daje!
Jesse : To nie byle jaka „baba”, tylko moja dziewczyna, do której mam niestety słabość. Co ja na to poradzę?
Przemek : Idź już. Adrian, biegniemy na Zamkową pobiegać? Wynalazłem tam ciekawego monkey jump’a…
On potrafił rozdzielić miłość od miłości tak, by jedno drugiemu nie szkodziło. Nauczył się widzieć rzeczy, które kocha w inny sposób, by inaczej je kochać. Tak jak kochał Alę pełnym sercem, tak duszą oddawał się sztuce latania. Nikomu nie wychodził ten układ na złe.
Ala : Pamiętasz co Ci mówiłam? Połamiesz nogi, albo coś innego to sie możesz nie pokazywać, a ja Cię w szpitalu nie odwiedzę! Tym bardziej się o Ciebie boję po tym, jak wczoraj się przewróciłeś na prostej drodze łamago!
Jesse : Ej! Tam wystawał korzeń! Nie widziałem go przecież no! Ile razy mam się powtarzać?
Ala : Też mi korzeń. O to nie potknęłoby się dziecko!
Jesse : Ale Twoja miłość się potknęła. A teraz chodź tutaj i dawał buzi!
Ala : Phi! Nie dam!
I tak para zakochanych w sobie po uszy młodych ludzi żyła ze sobą już prawie rok razem. Ona należała do jego grupy będąc ‘ maskotką drużyny’ jak to lubili nazywać. Występowała w filmach, które kręcili. Jesse wymyślał często jakieś fabuł do ich filmów, gdyż łeb miał tęgi i lubił wychodzić poza granice zwykłego życia. 8.00 w domu Jesse. Wszyscy się powoli budzili, ale Jesse był już gotowy do wyjścia na poranny trening siłowy. Lubił czasem sam potrenować ze słuchawkami w uszach słuchając swojego mp3. Dzisiaj było troszkę inaczej.
Mama : Jesse, zanim pójdziesz się połamać to pójdź po chleb bo później już z Ciebie żadnego pożytku nie będzie! Masz tu pieniądze i idź.
Jesse : Zawsze byłaś kochaną mamą. Zaraz wrócę.
I zaiste tak było, gdyż droga do piekarni była bardzo prosta dla traceura, ale zawikłana dla zwykłego pieszego. Jesse lubił wyskakiwać przez okno swojego pokoju, gdyż zajmowało to po prostu mniej czasu, a że mieszkali oni na pierwszym piętrze, to matka przymykała na to oko.Przeskakując nad głowami ludzi, którzy się śpieszyli do piekarni w obawie o to, czy jest jeszcze chleb, wyśmiewał Jesse ludzi pod sobą. Wszyscy patrzyli na niego z skwaszoną miną za nieuczciwość, która według nich miała tutaj miejsce. Piekarnia
Sąsiadka : A Ty znowu wandalu jeden niszczysz te dachy i wpychasz się w kolejkę! Wy młodzież już nie macie co robić tylko niszczyć wszystko wokół? Ja porozmawiam z Twoją mama i może Ci wreszcie przemówi do rozsądku!
Jesse : Przecież Pani już rozmawiała trzy razy z tego co pamiętam. Ja się nie wepchałem, a za mną był ten Pan co właśnie wybiera sobie świeżę bułki i prosił mnie o zajęcie mu miejsca.
Sąsiadka : Co za bezczelność! Nie zapominaj, że rozmawiasz ze starszą osobą! Naucz się manier i kultury! Pomyśleć, że Twoja matka jest nauczycielką! Jak dobrze, że nie uczy mojego dziecka!
Ekspedientka : No ma Pan szczęście. Ma Pan tutaj ostatni chleb. To będzie 2.70zł.
Sąsiadka : No Pani sobie chyba żartuje! Ten świat po prostu spada na psy! Co za czasy! Za moich czasów…
Jesse : …nie było chleba. A teraz Pani wybaczy, ale muszę już lecieć.
Sąsiadka : Co za cham! Chodź tutaj!
Ekspedientka : Może coś Pani podać?
Życie rozpieszczało Jesse takimi sytuacjami. Kochał rozmawiać z bardziej ograniczonymi od siebie. Droga powrotna była prostsza, co pozwoliły na szybsze dojście do domu.
Mama : No idź żesz po ten chleb! Ile mam na Ciebie czekać? Skaczesz po dachach a chleba nie umiesz kupić?
Jesse : Proszę mamo. Chleb podrożał, więc wisisz mi 20groszy. Ja już idę, pa!
Ciag dalszy nastapi….
Gdyby nie ta próba samobójstwa to pasuje idealnie do mnie
Też mam mamę nauczycielkę która cały czas mówi, że bardzo się cieszy z tego co robię, ale jak się połamię to mnie nie odwiedzi w szpitalu , zgredziałą sąsiadkę i uwielbiam gadać z bardziej ograniczonymi od siebie. No oczywiście ćwiczę PK 
No i chyba nie muszę pisać, że opowiadanko jak każde twoje bardzo mi się podoba i jest idealne na fabułę. Mogę sobie pożyczyć?? :>
a to jest kozackie
przypadkiem bazowane na Opowieści Wigilijnej?
Nie znam… :pp
Jutro bedzie wklejone dalsza czesc…to ma 6stron heh.
*Wszystkie fabuly znajdujace sie na tej stronie sa po to, zeby je moc wykorzystac. Wystarczy wspomniec przy filmie, ze to ode mnie.