Opowiadanie.
październik 6, 2006
Surrealistyczny świat Parkour Underground część 2ga – ostatnia.
Jutro walka. Idę sobie pobiegać po mieście. Jest dość wcześnie rano. Słońce dopiero budzi się ze snu. Lubię biegać o tej porze. Jestem wtedy sam i miasto, które dopiero powoli otwiera oczy. Biegnę cicho i płynnie, by nie obudzić nikogo. Mój kolega powiedział kiedyś, że szczyt płynności to wylądować przed muchą, która Cię nie poczuję i pozostanie obok Ciebie. Pomimo tego, że to abstrakcja, to jednak miało to coś w sobie. Nie szukałem much, lecz murków. Mieszkałem w dość dużym mieście. Blisko nas znajdował się las a w nim zamek. Czasem sobie tam biegałem. To coś innego niż zwykła cegła, bądź murek stworzony przez jakiegoś PRLowca. Kochałem wolność jak każdy z nas. Wiele razy myślałem nad odłączeniu się od tej organizacji. W sumie mogę i sam biegać. Będzie trudniej, ale zawsze to Parkour. Z jednej strony czuje się dumny z tego, że zostałem zauważony wraz z moimi umiejętnościami. Z drugiej zaś, czułem się jak uwięziony ptak, który był w wielkiej klatce. Tak wielkiej, że nie było widać jej końca, ale była to klatka. Byłem uwięziony psychicznie.Wtedy zauważyłem jego. Przebieg murek robiąc speeda i znikł w lesie. Postanowiłem pobiec za nim. Od razu poczułem, że to nietuzinkowy człowiek. Dynamizm, który wypływał z niego podczas przeskoku był tak wielki, jak swoboda z którą pokonał murek. Biegłem za nim ile sił w nogach. Zatrzymał się po precision jump. Był plecami do mnie. Ręce trzymał z tyłu. Pewnie usłyszał jak za nim biegnę. Dobiegłem do niego. Popatrzałem mu w twarz. Uśmiechnął się do mnie i zaprosił do biegu. Nie zawahałem się ani chwili i pobiegliśmy. Byliśmy jak bracia, którzy spotkali się po latach. Wiele ze sobą rozmawialiśmy, wymienialiśmy się doświadczeniem. Pokazywaliśmy sobie miejsca, gdzie zazwyczaj ćwiczymy. Mieszkał w mieście obok. Nie znałem go, ani on mnie. Mijaliśmy się najwidoczniej. Powiedziałem mu, że jestem w organizacji i, że chcę go zaprosić do wstąpienia do nas. Zgodził się z uśmiechem na twarzy. Nie był to uśmiech szczęścia. Był on bardziej złowieszczy. Z przesłaniem, którego na początku nie pojąłem. Umówiliśmy się na jutrzejszy poranek. Chciałem poćwiczyć przed kolejną walką. Dzisiaj jeszcze była przede mną wieczorna sesja. Lubię tak nazywać bieg. Nie wiem czemu.Mój wieczorny bieg rozgrywał się w nostalgicznym, tajemniczym oraz pełnym nienawiści biegu. Dochodziło do mnie coraz bardziej jak niszczę swój Parkour należąc do tej organizacji. Wiedziałem, że istnieje wiele dobrych traceur, którzy nie zostali zauważeni, a jednak ćwiczą sami, bądź w małych grupkach bez akrobatyki, bez szpanu, rywalizacji. Wszystko co złe przelatywało mi przed oczami. Nerwowo biegłem. Było to dobre, ponieważ mniej się męczyłem na pokonywaniu przeszkód, a zarazem niebezpieczne, bo mniej się koncentrowałem na nich.Wiele też myślałem o moim znajomym. Wiele mi opowiadał o filozofii Parkour do której doszedł po paru latach uprawiania go. Na ogół pokrywała się ona z moją. Milczał tylko na temat wolności. Gdy ja o niej opowiadałem, on siedział cicho i potakiwał tylko. Zawiódł mnie, ale nie ma ideałów. Kocham miasto wieczorem. Te latarnie, które same mnie prowadzą do kolejnych miejsc, czasem można usłyszeć auto, które nagle przyspiesza. Najpiękniejszy odgłos jednak to ten, który wydaje moja podeszwa podczas lądowania, wybicia się. Gdy barierka się trzęsą gdy za nią łapię. Dla tych dźwięków nie przespałem wiele nocy. Na wielu instrumentach potrafię grać. Każdy inny…beton, piasek, marmur, ziemia. Tworzę własną muzykę, która codziennie inaczej brzmi, a jednak jest to moją stale ulubioną. Poranny biegł minął w milczeniu. Obaj wyglądaliśmy na zmęczonych. Chyba nie tylko ja biegałem wieczorem. Przede mną jeszcze była wieczorna walka, na która nie mogłem puść bez energii. Biegliśmy dość krótko bo godzinę. Uczyliśmy siebie w tym czasie. Tego co lubimy i gdzie wykonywać. Tego jak wychodzimy z opresji. Kochamy to co robimy. Tak nas czyni każdego z kolei mistrzami. Każdy jest lepszy od kolejnego, a zarazem gorszy od poprzedniego. Taki ma być Parkour, w który tak obaj wierzymy. Aż się dziwie, że dopiero teraz to wszystko pojąłem. Jak widać brakowało mi tej bratniej duszy. Pośmiać się z nieudanej techniki wykonanej przez kolegę i śmiać się z samego siebie, gdy i mi wyjdzie. Pozdrowiliśmy się. Życzył mi powodzenia na dzisiejszej walce, na którą właśnie idę. Podziękował mu, choć się tego ponoć nie powinno robić. Co mnie to tam. Dzisiaj spotkanie miało się odbyć pod zamkiem. Szedłem powoli myśląc o tym, z kim tym razem się zmierzę. Czy zdołam podołać wyzwaniu, które zostanie mi rzucone przez sędziów. Myślałem też trochę o sensie tego wszystkiego. Moje myślenie przerwało zdjęcie, które przede mną się nagle pojawiło. Było to trzech sędziów oraz mój nowo poznany kolega. Dwa dni w organizacji i go wzięli od razu do walki. Najwidoczniej był dobry, co w sumie wiem. Nie chciałem z nim walczyć, tak samo jak on ze mną. Było to widać po naszych zaskoczonych minach. Sędziowie to wiedzieli. Śmiali się ironicznie pod nosem. Byli to Ci sami co tydzień temu. Najwidoczniej miałem już ich przypisanych co mogło świadczyć o tym, że wygrałem moja pierwszą walkę. Zaprowadzono nas na dwa murki, które oddzielone były od siebie małą przepaścią tak, żeby można było na nich robić caty, ale zwykłe vaulty. Trzeba było mieć już pewne doświadczenie do tego miejsca. Zazwyczaj większość robi z tych murków tylko salta. Myśmy mieli oponować ich czynom. Zacząć miał nowo poznany kolega. Podszedł do murka i spojrzał się na naszego bohatera z przykrością. Nie chciał tego robić. Nie chciał walczyć ze swoim przyjacielem, który był dla niego jak kropla wody. Nie chciał walczyć ze sobą. Siebie w nim widział. Pobratymca, który codziennie inaczej robi te same rzeczy. Wtedy nasz bohater podszył do niego. Uścisnął mu dłoń i pobiegli razem z dala od miejsca walki. Postanowili walczyć, ale o zdobycie wolności, a nie dla jej obrony, która była tak naprawdę fikcją w ich przekonaniu. To była piękna noc, która sprawiła, że dwóch traceurów zrozumiało co to jest być traceurem i uprawiać bieg wolności.
W tym momencie sędziowie się uśmiechnęli do siebie. No i kolejnych dwóch zrozumiało. Szkoda, że musimy w taki sposób ich na to doprowadzać. Dobra Piotrek, kto jutro walczy? I odeszli w ciemność kontynuując swoje naprowadzania na dobrą drogę, która na zewnątrz nosiła złowieszczą maskę elity, a w środku była najpiękniejszym z wolnych ptaków.
Swietne opowiadanie. Najlepsze z wszystkich jakie się pojawiło
Przeczytałam całość i jestem pod wrażeniem ! oj pod wielkim wrażeniem!!jeżeli tak traktujesz to co robisz to tylko chwała ci za zaangażowanie, za takie,a nie inne myślenie! Ja też właśnie pozanaję siebie,co jest dla mnie motorem działań, co kocham, czy warto itd.?! Jestem gdzieś pośrodku rozmyślań, mam nadzieję,że poczuję w swoim czasie ten bodziec i będę wówczas wiedziała – tak TO JEST TO! (bo dla sprostowania ja tańczę i dużo też innych sportów mam w życiu)-ale bywa różnie.
Ps. Widzę masz Dymitra (d0rian-a) w znajomych (znamy się tak O skąś=P)… wiem,że on też Parkour uprawia – jak on jest tym przyjacielem z opowiadania to tylko wam pogratulować. pozdrówki dla Ciebie i Niego:)
Buziaki:* i sukcesów życzę!!
Znamy sie tylko przez gg i laczy nas Parkour. :>
Niewazne co sie uprawia, wazne, ze sie to kocha.
ŚWIĘTA PRAWDA! PASJA łączy
:):) POWODZENIA:*
A ja kocham fotografowac
cudowne.
ty coś jarasz, czy tak z natury masz wypaczony mozg?
hehe…chwilowa schiza…
jestem raczej abstynentem.. ;>
szkoda tylko ze nevermind nie uprawia parkour tylko o nim pisze…. w dniu w ktorym napisales ze przechodzisz z aktywnych cwiczen na “pisanie” o pk poddales sie czy tego chcesz czy nie.
i mozesz sobie pisac co chcesz.. wiemy jak jest..
nie zmienia to faktu ze mam do Ciebie ogormny szacunek za to ze cos dzialasz, ale jesteś jak komentator sportowy który z powodu tego że mówi komentuje i opisuje uważa się za piłkarza…
Hm. Dziekuje za komentarz, ze sie tak wyraze.
Powiem tyle. Wiem, ze nie jestem traceurem i moze nigdy nim nie bede. Wg mnie ludzie powinni sie zajmowac tym w czym sie najlepiej czuja. Komentator pilkarski jest w dobry w tym co robi i nigdy zaden pilkaz nie bedzie lepiej od niego komentowal meczy niz On…jezeli nie moge zostac traceurem, to chce chociaz pisac o Was, o Parkour, skoro to tak bardzo lubie. Chyba niczego zlego do tej pory nie zrobilem ” ech ” ? A poza tym, to sie nie kryje z tym, ze nie trenuje. Ty moglbys chociaz swoj nick podac. Czyz nie?
rzecz w tym ze komentator piłkarski komentować ma to co się widzi… Ty z kolei chcesz pisac o tym co czujemy…
jakim prawem?
A to ja nie wiedzialem, ze nas wszystkich tutaj az takie prawa chronia. Prawa o pisaniu czyis uczuc? Myslisz, ze poeci, zeby pisac o sloncu, to musza na nim byc? Nie chce sie tutaj porownywac z poeta, ale trenowalem Parkour, wiec wiem co to jest. Wiem co to za uczucie…Jakim prawem mi zakazujesz TY o nim pisac? Jakim prawem TY mi je odbierasz?
Moglbys chociaz powiedziec kim jestes…
hmm. a co z hasłem “parkour jest dla każdego”? jak możesz mówić, że nmigdy nie będziesz traceurem?
taka nieścisłość.
Napisalem ” moze “
moim zdaniem jeśli chociaż przez chwile zajmował się parkour na poważnie to napewno wie co odczuwa biegnąca osoba…ja w każdym razie szanuje to czym on się zajmuje, ponieważ sprawia mu to przyjemnośc i całkiem nieźle wychodzi ;]