Opowiadania.

wrzesień 30, 2006

Tym razem chcialbym wam przedstawic dwoszczesciowe opowiadanie z nutka filozofii. Za tydzien czesc druga…

Surrealistyczny świat Parkour Underground – część 1wsza. 

Dzisiaj ja miałem swoją walkę przeprowadzić. Nie wiedziałem z kim, ani kto będzie nas sędziował. Jak ta społeczność Parkour się zmieniła. Trzeba było stworzyć tajną organizację Parkour, w których członkowie tworzyli podziemię, bo reszta się zatraciła w głupocie, szpanie bądź w akrobatyce. Pozostali traceurs potworzyli tajnę organizację, do  której m.in ja należę. Spotkanie miało zacząć się o 00.00 pod umówionym drzewem. Miało się tam zejść 3ch niezależnych oraz nieznających się sędziów. Sędzią mógł zostać każdy, kto wygrał przynajmniej dziesięć walk pod rząd. Przeciwnicy byli dobierani z zewnątrz. Główną ideą walki było podnoszenie swoich umiejętności na podstawie uczenia się na błędach innych lub swoich. Na podpatrywaniu ‘przeciwnika’, który po walce mógł się okazać Twoim przyjacielem. Uczyliśmy się zachowywać w stresie, przy podwyższonej dawcę adrenaliny. Walki te na początku spotkały się z dużym niezadowoleniem, ale gdy spróbowano pare razy, to odrazu weszło to w obieg. Nie spotkano się z żadnymi przypadkami rządzy wygranej, wkońcu nie ma jako tako nagrody. Kto z kim i kiedy walczy jest tajemnicą. Złamanie zasady może się równać wyrzuceniem z organizacji, co praktycznie niweluje dalsze poszerzanie umiejętności, chyba, że samemu. To będzie moja pierwsza walka. Długo musiałem czekać na ten dzień. Już czas, muszę iść…

Spotkali się wszyscy w umówionym miejscu. Sędziowie byli już tam godzine wcześniej by omówić parę spraw. Taki wymóg. Nasi chłopcy widzieli się poraz pierwszy w życiu. Nie było to nic dziwnego. Wielu traceurs trenuje po cichu, im mniej rozgłosu tym lepiej.

Siedział tam obok drzewa z zamkniętymi oczami i sluchał odtwarzacza mp3. W ogóle się nie ruszał. Próbował się chyba jak najbardziej skoncentrować. Ja szedłem na żywioł. Nikt z nas nie wie gdzie odbędzie się walka. Murek, barierka czy coś innego. Sędziowie czasem spoglądali na nas. Bałem się ich wzroku, ale nie ich samych. Wiedziałem, że są bardzo dobrzy i wiedzą co robią. Idziemy Panowie. Zaraz tutaj za skrzyżowaniem jest miejsce waszej bitwy. Serce zaczeło mi mocniej bić. Spoglądnąłem na mojego rywala z myślą, że nie usłyszał, ale się myliłem. Szedł już w wyznaczone miejsce. Dziwny człowiek. Doszliśmy. Były to dwie barierki połączone ze sobą i tworzyły literę L. Ciekawie się zapowiadało.

Ty,  z odtwarzaczem – zaczynasz. I zaczął jak mu powiedzieli. Włączył wcześniej głośniej muzykę, którą wszyscy mogli dobrze usłyszeć. Widać było, że robi wszystko do jej rytmu. Flow miał niesamowity. Płynął pomiędzy nimi jak delfin. Lewą i prawą ręką. Prawą i lewą nogą. Nie miało to dla niego znaczenia. Ciemność też większego problemu mu nie sprawiała, choć raz się zawahał. Spin, back spin, lazy z lewej i prawej, monkey…wszystko co można było. Sędziowie dali mu znak, że jego czas minął.

Pomahali mi na znak, że teraz ja. Popatrzałem na barierki i wiedziałem co mam zrobić. Nie przestraszyłem się drugiego traceura, ani jego wyników. Chcieliśmy obaj robić to co umiemy i to jak najlepiej. Ktoś poprostu musiał potrafić to lepiej niż drugi, a sędziów rola to ocenić. Podszedłem i zacząłem katować barierki. Wykorzystałem swoją nową zdobycz, której jeszcze nie nazwałem. Polegało to na tym, że zatrzymuje się w połowie Back Monkey z nogami pomiędzy rękoma i zaczynam robić stójkę na rękach. Później przekładam jedną rękę za drugą obracając się w lewą bądź w prawą strone wraz z przemieszczeniem się.Wygląda to dość efektownie. Miałem też ciakawą sztuczkę z akro, ale było to surowo zabronione. Zrobiłem więc spina, który jest podobny do gainera. Kręcąc się w tył i lecąc do przodu. Bardzo lubię tą technikę. Wywołuje u mnie drescze. Dziękujemy Ci. Możecie iść do domu. Wyniki nigdy nie były podawane. Miało to na celu zminimalizowanie niepotrzebnych spięć. Nikt nie widział ile ma wygranych na koncie. Szedł do kolejnej walki jak do poprzedniej. Z nadzieją, bo nic innego mu nie zostało.

Tak to się niestety stało. Oczywiście istnieją ruchy sprzeciwiające się temu całemu tajnemu undergroundowi. Ja zostałem zwerbowany przez kolegę. Każdy ma możliwość zwerbowania tylko jednej osoby. Ja swoją szansę jeszcze mam. W biegu po mieście wyłapuje zdolnych traceurs, którzy uprawiają Parkour też z głową, a nie samymi mięśniami. Mało, ba, coraz mniej takich jest niestety. Ja osobiście staram się uczyć napotkanych oraz tych, którzy mają jeszcze jakąś szansę by się zmienić z szpanera na traceura. Niestety…

Sam nie wiem, czy się mam cieszyć z tego powodu, że zostałem dołączony do tej ‘elity’. Czy to nie zatraca wolności? Wsumie biegnę wolny tylko pod czyimś szyldem, o którym i tak nikt nie wie.

Za tydzień czeka mnie kolejna walka. Muszę się przygotować fizycznie i psychicznie. Nie wiem, czy wygrałem mą pierwszą, ale to mnie nie interesuję. Czerpię z tego tylko zabawę. Taki już jestem. Bezbronny motyl w roju pszczół.

Odpowiedzi: 3 do “Opowiadania.”

  1. Hopeles_s powiedział/a

    Cześć Nevermind:) Bardzo podoba mi się to opowiadanie. Ciekawie piszesz. Oby tak dalej. Bardzo ładna stronka z opowiadaniami! Pozdro

  2. acte powiedział/a

    toś wymyślił :]
    czyżby mowa o pewnej stronie? :D

  3. amaai powiedział/a

    acte, to dopiero 1wsza czesc opowiadania. Nie martw sie… ;>

    Nie rozumie o co Ci chodzi z ta jakas strona ;>

Dodaj komentarz