Opowiadania.
wrzesień 22, 2006
Sztuka zabijania.
No, wreszcię znalazłem ustronne miejscę w tym lesie. Nikt nie zauważy, nikt nie usłyszy. Jakie to życie przelotne i głupie. Wystarczy pociągnąć raz za spust by się zabić, a latami męczyć, żeby dosięgnąć szczęścia. Ja na swoje zapracowałem i co? Teraz klękam tutaj i patrze w ziemię. Boję się. Nie chcę tego zrobić, ale, to ja, to moja wina. Przeze mnie, to wszystko przeze mnie. Wczoraj gdy biegał spotkał młodego chłopaka. Wysportowany 14astolatek, który chciał biegać tak jak jego starszy znajomy. Chciał poczuć wiatr w swoich krótkich włosach. Zapytał się raz..’ mogę z Tobą pobiegać? Jestem wysportowany’. Zawahał się na chwilę, ale z drugiej strony smutno mu było samemu tak biegać…’ok, możemy sobie razem pobiegać, ale uważaj na siebie’. I biegli razem przez miasto. Świerzo upieczony traceur dawał z siebie tyle ile potrafił. Podpatrywał swojego ‘mistrza’. Z czasem już do niektórych technik nie musiał się namyślać. Wiedział co zrobić i jak. Szybki z niego uczeń. Barierki, murki, ogrodzenia, dachy. Nadszedł i moment na wyrwę pomiędzy schodami, którą można było pokonać cat too cat bądź monkey to cat. Zrobił jako pierwszy nasz doświadczony traceur. Drugi się zlękł…’Lepiej tego nie rób. Jesteś za młody i mało doświadczony’. Posłuchał go i zszedł spokojnie schodami na dół. Zaczeli ze sobą rozmawiać, a nauczyciel dawał najważniejsze wskazówki swojemu uczniowi…Co mnie skłoniło? Jaki ja jestem głupi i nieodpowiedzialny. Jak te drzewa się na mnie patrzą. Widzą we mnie winowajcę. Ptaki nie śpiewają. Wiatr tylko wieję i bije mnie kolejnymi podmuchami po plecach. Ja wiem…już…za chwilę…Umówili się za dwa dni. W tym samym miejscu. Uczeń jednak był niecierpliwy i chciał sam potrenować. Miał brata w swoim wieku. Postanowił również go nauczyć sztuki biegania. Poszli razem. I znów, jak krople wody, przemieżali jedna, drugą i trzecią barierkę, murek…Wszystko pozostawiali za swoimi plecami pokonane. Pozostała wyrwa. Starszy uczeń spróbował, udało mu się, choć z ledwością. Wisiał trzymając się rekoma. Wspioł się i uśmiechł…’wow, co za przezycię. Już wczoraj powinienem to zrobić’…Tymi słowami rozbudził on swojego brata. Nic nie mówiąc co zamierza, cofnął się do rozbiegu i zaczął biec…Tyle lat zmarnowane. Tyle miesięcy treningu, a zapomniałem trenować swój umysł. Zapomniałem jaką to ma siłę. Zapomniałem, że to sztuka, która można wiele zdziałać. Ciemno już nawet się wokół mnie zrobiło. Słońce zostało zatrzymane przez gałęzie drzew. Rozumię…Położył obie ręcę na murku, który sięgał mu do pempka odbił się mocno i przeleciał na drugą stronę. Z trudem się złapał drugiego murka. Czuł dreszcz emocji, który opanował jego ciało. Nie potrafił się jednak wdrapać. Brat próbował mu pomóc. Złapał go za jedną rękę. Druga sama z powodu dużego ciężaru się póściła. Wisiał teraz, będąc trzymany tylko przez swojego brata, który nie potrafił go utrzymać. Ciężar przeważył. Oboje spadli. Jeden wylądował na drugim, co spodowało, że tylko jeden z nich poważnie ucierpiał. ‘Tylko’…Przeżył, ale już nigdy nie będzie mógł biegać, normalnie iść, zyć. Już dobiegł czas. Po co się mam męczyć? Muszę odkupić za swoją głupotę. Jestem starszy, powinienembył wiedział, byłem starszy. Chmury zgęstniały a wrony zaczeły krakać. Słońce skryło się, gdyż nie przywykło do takich scen. Drzewa pod wpływem wiatru szalały i kiwały się na wszystkie strony. Huk…i wszystko ucichło. Tylko ptaki z przerażenia uciekły. Drzewa już się uspokoiły bo wiatr ucichł w żałobie. Słońce nieśmiało spogląda pojedyńczymi promieniami na ziemię, by sprawdzić co się stało. Na ziemi leżała tylko broń i łuska. Były też ślady, które biegły w kierunku wyjścia z lasu. Obok, leżało zdjęcie, ukazująze niedoszłego samobójcę wraz z dwoma kolegami z teamu, którzy skakali z niskiego balkonu. Jedna twarz była przedziurawiona, na znak poraszki. Nie potrafił. Zrozumiał za to jedno, że z wielką siła idzie wielka odpowiedzialność. Tak i z Parkour.
To opowiadanie też jest bardzo dobre choć smutne daje nadzieję bo jak napisałeś ” z wielką siłą idzie wielka odpowiedzialność”.