Opowiadanie.
wrzesień 15, 2006
Traceur na łonie natury – na podstawie inspiracji z utworu Hans Zimmer – Gladiator – Now We Are Free
Poszedłem do lasu. Jeszcze nigdy w nim nie byłem. Nigdy tez nie trenowałem w lesie. Rzuciłem się na głęboką wodę, ale nie przerażało mnie to. Miasto już mi nie wystarcza. Chcę poznać korzenie. Wraz z przekroczeniem granicy do lasu, zacząłem biec przed siebie. Rozglądałem się wokół za ciekawymi miejscami do wykorzystania technik. Spoglądałem również na zwierzęta, które nie raz pod lamiącą się pod moim ciężarem ściółką, zrywały się do uciekania przed niebezpieczeństwem. Czułem się wtedy jak inny człowiek. Nie byłem już zwykłym traceurem. Nie czułem żadnych problemów. Nie dosięgały mnie tutaj żadne zasady. Ludzie już się ze mnie nie śmiali, koledzy nie poprawiali. Zostałem sam z drzewami i zwierzętami. Każda wykonana technika smakowała kompletnie inaczej niż w mieście. W ogóle nie ma porównania. Nauczyłem się co to Parkour. Nie było miejsca na akrobatykę. Nie było czasu na urozmaicanie. Trzeba było poprostu biec przed siebie i robić to na co się miało ochotę w danym momencię, a nie to, czego chcieli ode mnie inni. Przyspierzyłem, bo już nie było przeszkód przede mną. Chciałem wybiec z lasu. Widziałem już jego koniec. Nagle z lewej strony zauważyłem kilka biegnących obok mnie jeleni. Chwilkę ni stąd ni z owąd wyprzedziło mnie całe stado. Było to niesamowite. Wybiegłem z lasu. Przede mną złota łąka. Nie widziałem jej końca. Zacząłem biec jak głupi i krzyczeć w niebogłosy. Tak głośno to robiłem, że aż ptaki się zerwały z drzew. Ja położyłem się na ziemię. Smiałem się sam do siebie i do tych chmur co na mnie patrzały. Pewnie miały mnie za niezłego wariata. Zacząłem nawet robić orła, którego wsumie powinno się robić na śniegu….byłem wolnym traceurem.